Wracam rano przez deszcz i błoto, już drugi raz pokonując tą samą trasę. Kawa i papieros to coś co lubię po odprowadzeniu Tygryska do szkoły, ale dziś przyjemność wybitnie psuje mi zatkany nos. Wzięło mnie już wczoraj (od Tygrysa musiałam złapać), więc o ósmej wieczorem wylądowałam już w łóżku. Macam na przemian to czoło-powinno być rozpalone, to gardło-pewnie zacznie zaraz drapać. Chce usprawiedliwić własne lenistwo, sięgam więc po termometr: pod prawą pacha 36.0, pod lewą 36.5. Niemożliwe-myślę- musiał się popsuć.
Zasnęłam i tak o 23.00
wtorek, 2 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz